|
Pierwsze spotkanie muchowe |
|
|
|
|
Redaktor: Krawczyk Bernard
|
|
21.02.2009. |
|
Choć to dopiero luty i na otwarcie sezonu przyjdzie nam jeszcze czekać kilka miesięcy to już zapał i chęć spędzenia wolnej chwili nad wodą był silniejszy. Przy obecnym stanie wody na Bobrze i na Kwisie nie udało nam się zobaczyć choćby najmniejszej rybki. Woda czysta i płytka a ryby jakby zniknęły.Pomimo przejścia dość sporego odcinka tych rzek i spotkania po drodze wielu wędkarzy wszyscy mamy te same wyniki, czyli zero. Jedyną nadzieją było ryby szukać gdzie indziej. Wybór padł na małą rzeczkę o stosunkowo płytkiej wodzie i ze zmiennym charakterem raz bystrza raz wolna.Choć w tym dniu było zimno około -6oC co znacznie uniemożliwiało płynne podawanie nimfy ze względu na fakt zamarzania przelotek to i tak nas to nie powstrzymało. Harnas dla odmiany zabrał spinning i małe woblery, ale okazało się że na nie było naprawdę za mało wody i miejsc w których mógł łowić było niewiele.Podążałem powoli z nurtem wypuszczając nimfę na kilka metrów pozwalając jej swobodnie poruszać się raz przy brzegu raz na środku. Nagle przyuważyłem pojawiające się oczka na wodzie. Zdumiałem jak nic. Przyglądam się i faktycznie co jakiś czas pojawia się oczko. W tym momencie zaczął padać śnieg i myślałem że to może się zawało mi. Po chwili jednak znowu się pojawiło oczko. W tym momencie przypomniałem sobie że właśnie wszystkie muchy małe zostały w domu a jedynie w pudełku mam nimfy i duże muchy. Założyłem najmniejszą jaką miałem ale rybka nie była zainteresowana. Zrezygnowałem z dalszego obławiania tego miejsca i poszedłem dalej.Zatrzymałem się przed ładnym odcinkiem gdzie bystra woda po zwężeniu rozlewała się w nieszeroka płań :) . Było to idealne miejsce w którym powinien być pstrąg. Zmieniłem przynętę na brązkę pomarańczową i posłałem nimfę na 7m z nurtem w wytypowane miejsce. Wykonałem kilka spływów zanim w końcu coś szarpnęło za linkę. Instynktownie zaciąłem po chwili wyczuwam delikatne szarpnięcia i mocniejsze. Po chwili zorientowałem się że to lipień. Zdziwiłem się troszkę ale jak ryba to ryba. Złowiony lipień miał ponad dwadzieścia cm i szybko w dobrej kondycji wrócił do wody.Dziwny początek sezonu bo zamiast pstrąga złapałem lipienia. Ale jak tylko poprawi się sytuacja na rzekach spróbuję znowu szczęsia złapania pstrąga. 
|
|
Zmieniony ( 21.02.2009. )
|